Zaburzenia węchu i smaku to jedno z powikłań COVID-19. Specjalista mówi, że teraz zdarzają się bardzo rzadko

Zaburzenia węchu i smaku to jedno z powikłań COVID-19. Specjalista mówi, że teraz zdarzają się bardzo rzadko

Dodano: 
Utrata węchu
Utrata węchu / Źródło: Shutterstock
Zaburzenie węchu i smaku u chorych na COVID-19 obecnie pojawia się bardzo rzadko. Poinformował o tym prof. Miłosz Parczewski w rozmowie z PAP.

Profesor Parczewski, lekarz naczelny ds. COVID-19 w szpitalu wojewódzkim w Szczecinie dodał, że u części pacjentów występuje również niedotlenienie bezobjawowe.

– Pełną parą pracuje w naszym szpitalu wysokoprzepływowa tlenoterapia, czyli ludzie cały czas są chorzy, z dużymi uszkodzeniami tkanki płucnej, w ostatnich dniach natomiast sytuacja się nie pogarszała – powiedział prof. Parczewski PAP.

Zmiana epidemiologii wiekowej i... objawów

Zapytany o to, jacy pacjenci z COVID-19 trafiają do szpitala wojewódzkiego, odpowiedział, że z pewnością są to pacjenci młodsi niż w pierwszej fali pandemii.

– Widzimy chorujące osoby młodsze z dużymi zmianami w płucach, z zajęciem 20-40 proc. tkanki płucnej. Jest wyraźnie mniej osób starszych. Wydaje się więc, że szczepienie w grupach powyżej 70. roku życia zmienia epidemiologię wiekową – powiedział specjalista chorób zakaźnych.

Dodał, że bardzo rzadko w przebiegu choroby występuje obecnie zaburzenie węchu i smaku, które jeszcze jesienią było uznawane za charakterystyczny objaw zakażenia koronawirusem.

– Związane jest to z wariantem brytyjskim, który prawdopodobnie dominuje – wskazał prof. Parczewski.

Zaznaczył, że dość często pacjenci zgłaszają się do lekarzy później niż powinni. Robią to po tygodniu, a nawet po dziesięciu dniach od wystąpienia pierwszych objawów. Prof. Parczewski dodał, że chodzi tu przede wszystkim o osoby starsze, obciążone innymi chorobami.

– Trzeba na to zwracać szczególną uwagę. Zwracamy też uwagę na osoby otyłe, z cukrzycą, w wywiadzie z powikłaniami zatorowo-zakrzepowymi, z chorobami serca. To także osoby, które powinny baczniej się obserwować – powiedział lekarz.

Druga faza choroby może przynieść opłakane konsekwencje

Wskazał, że leki stosowane w leczeniu w POZ „czasami tę pomoc opóźniają i wtedy niewiele można zrobić w drugiej fazie choroby”, w tzw. burzy cytokinowej.

– Ludzie, którzy mają objawy infekcyjne, a nie są one w tej chwili tak charakterystyczne, zgłaszają się później. Część pacjentów ma też niedotlenienie, ale bezobjawowe – czyli mniej czują to niedotlenienie, a my obserwujemy destrukcję tkanki płucnej czy zapalenie w płucach – powiedział prof. Parczewski.

Zapytany o to, jakie czynniki powinny być uwzględniane przy decyzjach dotyczących obostrzeń epidemicznych, wskazał na liczbę zakażeń dziennych, liczbę zajętych łóżek w stosunku do całkowitej ich liczby i na liczbę łóżek OIOM-owych. Przypomniał, że jeśli chodzi o liczbę zgonów, odnosi się ona do sytuacji sprzed dwóch tygodni.

– Oczywiście jest to przykra i przerażająca liczba, ale nie mówi nam ona o tym, jak prognozować na najbliższy tydzień czy dwa – zaznaczył lekarz. Dodał też, że trzeba wziąć pod uwagę liczbę testów dodatnich w ogólnej liczbie wykonanych testów „przy założeniu, że jest ich dużo”.

– Jeśli jest ich powyżej 100 tys. dziennie, a mieliśmy już takie dni, i widzimy, że ta liczba testów dodatnich się zmniejsza, to znaczy, że liczba krążącego wirusa w populacji jest mniejsza i ludzie się mniej zakażają – powiedział prof. Parczewski.

Czytaj też:
Naukowcy: Ludzie, którzy w ogóle nie ćwiczą, mają większe ryzyko śmierci z powodu COVID-19
Czytaj też:
Kolejny kraj chce przestać szczepić AstraZeneką. „Dysponujemy już większą wiedzą”
Czytaj też:
Kobiety skarżą się na bolesną menstruację. Powodem ma być szczepionka na COVID-19

Źródło: PAP
-

Czytaj także