„Bądź dobrej myśli” nie zawsze jest wskazaną radą dla osób przewlekle chorych. Dlaczego?

„Bądź dobrej myśli” nie zawsze jest wskazaną radą dla osób przewlekle chorych. Dlaczego?

Dodano: 
Zmartwienie
Zmartwienie / Źródło: Fotolia / BillionPhotos.com
Ból towarzyszący chorobie nie zawsze daje się łatwo pokonać. Dzieje się tak zarówno w przypadku bólu fizycznego, jak i psychicznego, a, nie ukrywajmy, ten drugi jest nierzadko nawet bardziej dotkliwy.

Kiedy choroba daje się we znaki, ciężko jest się „tak po prostu” uśmiechnąć.

Czytaj także:
Ciężkie urazy, silne leki i zwolnienia lekarskie – czy mogą prowadzić do samobójstwa?

Zawsze może być gorzej, tak?

Żyjemy w kulturze odgórnie naznaczonej pozytywnością. Na wielu stronach internetowych można znaleźć grafiki motywacyjne, które mają podnieść na duchu, a kiedy zapytasz kogokolwiek na forum o poradę, każdy próbuje cię pocieszać. Do tego dochodzi szeroki wybór wszelkich poradników, ebooków i newsletterów. Nacisk jest kładziony na to, aby być pozytywnym.

Jesteśmy istotami emocjonalnymi, zdolnymi do doświadczania szerokiego zakresu uczuć. Jednak świat nie chce, byś doświadczał pewnych typów emocji. Przyklejony uśmiech na twarzy i wesołe usposobienie – nawet w naprawdę trudnych chwilach – cieszy(!) się ludzkim uznaniem. Co więcej, ludzie, którzy z uśmiechem przeżywają ciężkie czasy, są chwaleni za odwagę. I odwrotnie, ci, którzy wyrażają swoje frustracje, smutki, depresyjne nastroje, gniew lub żal – a są to nierzadko składowe ludzkich doświadczeń – często spotykają się z komentarzami „może zmień swoje nastawienie, myśl pozytywnie".

Ta kultura pozytywności przenosi się również na założenia dotyczące naszego zdrowia. Powiedziano nam, że jeśli mamy dobre usposobienie i nastawienie, będziemy zdrowieć szybciej. Lub, jeśli jesteśmy chorzy, na pewno w dużej mierze ta choroba jest efektem pewnej negatywności, którą wysyłamy światu. Czy rzeczywiście?

Naszym zadaniem, jako chorych, jest wyzdrowienie dzięki pozytywnemu nastawieniu, a przynajmniej nieustanne dobre podejście do spraw, przez które przechodzimy – nawet jeśli oznacza to ukrywanie tego, co naprawdę czujemy. Niekiedy zdarza się tak, że nawet mimo wcielenia w życie wszystkich tych rad, mimo widzenia dobra w sytuacjach i ludziach, pewnego usprawiedliwiania ludzi w nieprzyjemnych sytuacjach i „widzenia szklanki w połowie pełnej”... nadal jesteśmy chorzy.

Ciężkie choroby nie dają powodów do radości

Chociaż kultura pozytywności ma podnosić na duchu i pomagać przechodzić te trudne chwile, dla tych z nas, którzy mają do czynienia z niepełnosprawnością i przewlekłymi chorobami, może być szkodliwa. Kiedy wszystko dookoła drażni osobę chorą, pod względem całej tej pozytywności jest zwyczajnie na straconej pozycji. W konsekwencji zmaga się zarówno z objawami choroby, jak i poczuciem winy, że nie spełnia oczekiwań najbliższego otoczenia.

Takim sposobem osoby zmagające się z przewlekłymi chorobami po prostu nie mogą wygrać. W kulturze, która wymaga nieautentycznego stawiania czoła przewlekłej chorobie, wymaga się od nas zaprzeczenia naszemu człowieczeństwu i ukrywania bólu pod uśmiechem i maską z serii „dam radę”.

Kultura pozytywnego myślenia staje się sposobem na obwinianie ludzi z przewlekłymi chorobami za ich bolesne zmagania. Człowiek zadaje więc sobie pytania: czy to moja wina? czy gdybym myślał bardziej pozytywnie, czy nadal tkwiłbym w tym łóżku, obłożnie chory? A po chwili sprawdza powiadomienia na portalu społecznościowym, widzi po raz kolejny grafiki motywacyjne udostępniane przez znajomych i... czuje jeszcze większe poczucie winy i zwątpienie.

Czytaj także:
Depresja ma różne twarze. Nie musi objawiać się smutkiem

„Nie da się z tobą wytrzymać”

Przewlekłe choroby same w sobie izolują, ponieważ większość ludzi nie rozumie, przez co przechodzisz, i dlaczego miewasz w życiu okresy, kiedy nie wychodzisz z łóżka, a przynajmniej z domu. Prawda jest taka, że według chorych ​​kultura pozytywności przyczynia się do izolacji chorego i pogłębia ją. Wyrażenie bólu i podzielenie się z kimś prawdziwymi odczuciami napawa strachem i obawami dotyczącymi osądzenia chorego.

Zdarza się, że ludzie mówią choremu „niefajnie się z tobą rozmawia, bo ty zawsze narzekasz na swoje zdrowie”, ale to nie jest najgorsze. Jeszcze inni dochodzą do wniosku, że chory i jego problemy to „zbyt wiele do zniesienia”. A jednak warto wiedzieć, że w dni, w których objawy choroby są szczególnie dotkliwe, chory często po prostu nie ma możliwości przyklejenia sobie tego uśmiechu i udawania, że wszystko jest w porządku. Dlatego nie ma sensu tego od niego wymagać dla własnego komfortu psychicznego, bo to chory naprawdę cierpi, a nie bliska osoba poprzez rozmowę z nim.

Chory ma prawo być sobą

Momenty, w których chory ma tendencję do izolowania się, to są właśnie te chwile, w których najbardziej potrzebuję najbliższych. Wtedy chce przede wszystkim być wobec nich szczery w kwestii tego, jak naprawdę się czuje.

Tym, na czym często zależy choremu, jest możliwość wypłakania się w rękaw najbliższej osoby. Chory wówczas potrzebuje obecności kogoś, kto po prostu usiądzie z nim i potowarzyszy mu w cierpieniach. Nie chce być pozytywny, nie chce też, żeby ktoś przekonywał go do zmiany nastawienia.

Czytaj także:
Choroba afektywna dwubiegunowa – kiedy dobry nastrój jest chorobą

Czytaj także